poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział V

Rozdział V


 Brunet niósł mnie przez całą drogę do gabinetu Lidera. Zatrzymaliśmy się dopiero pod drzwiami, chłopak spojrzał na mnie pytająco, wiedziałam o co mu chodzi. Skinęłam głową, postawił mnie na ziemi, ale stał blisko żeby w razie co mnie złapać. Jego tak bliska obecność sprawiała że moje i tak wyostrzone zmysły szalały. Wzięłam głębszy oddech po czym szybko otworzyłam drzwi. Cieszę się że jak byłam młodsza ćwiczyłam refleks, bo to rzucanie Lidera we mnie mogłoby się źle skończyć. Spojrzałam na przedmiot, który miał we mnie trafić, tym razem była to książka. I to bardzo gruba książka!
- Puka się! - Prychnęłam lekceważąco, Itachi spojrzał na mnie kątem oka - Siadaj - Lider wskazał krzesło na przeciwko siebie, niechętnie usiadłam łapiąc z nim kontakt wzrokowy. Rudy oparł łokcie na blacie biurka po czym ukrył twarz w dłoniach.
- Opowiedz mi skąd masz te pazury, na ile się mogą wysunąć, czy da się je jakoś zniszczyć i kiedy się wysuwają? - Rudy spojrzał na mnie, patrzyłam w sufit wracając do przeszłości. Jednak szybko wróciłam do rzeczywistości.
- Nie powiem Ci skąd je mam, nie wiem również na ile się wysuwają, bo nigdy nie sprawdzałam. Jeśli któryś się zniszczy lub kawałek odpadnie wysuwa się na tyle na ile był na początku, a wysuwają się wtedy kiedy chcę. - Patrzyłam cały czas na swoje dłonie, teraz były jak zawsze. 
- Bolą Cię? - Głos Peina, wydawał się bardziej troskliwy, czuły spojrzałam na niego podejrzanie.
- Troszkę, jak się wysuwają i wsuwają - Itachi i Lider spojrzeli na mnie, a później na moje dłonie. Sama dość uważnie się im przyglądałam, znów czułam taki sam ból jak kiedyś. Moje ciało na samo wspomnienie zaczęło drżeć, Lider świetnie to widział - Nie pytał dalej. 
- A skąd masz element kryształu? - Na te słowa znów zadrżałam, a z moich oczu spłynęła samotna łza. Itachi nie patrzył się na mnie, ale wydawał się zainteresowany moja przeszłością. Ręką otarłam łzę i spojrzałam na Peina.
- Nie chcę o tym mówić, może kiedyś, ale od tych samych ludzi, którzy zrobili mi te szpony - Mój głos drżał, całą sobą powstrzymywałam się od płaczu. Energicznie podniosłam rękę, a z kostek wysunęły się ostrza. Wzięłam kilka głębszych oddechów, by się uspokoić. 
Lider pokiwał głową po czym spojrzał na bruneta, później głęboko w moje oczy.
- Czemu nie mogę wejść do twojej głowy?- Jego wzrok napierał na mnie, uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nie działa na mnie żadne kekkei genkai - Na jego twarzy dostrzegłam zdziwienie, Uchiha nie był lepszy, ale u niego to było to mniej widoczne.
- Eee.. Jak to? - Zaczęłam cicho się śmiać, Pein spojrzał na mnie jak na opętaną, chyba niewiele się mylił ^.^ 
- Jeżeli na to nie pozwolę to nie będę zaatakowana przez cudze kekkei genkai jak silne, by nie było. Lider nie może wejść do mojego umysłu, bo go odrzuca za to sharingan Itachi'ego zamienia nas miejscami. Tak jak było widać - Oboje patrzyli na mnie z dużym zainteresowaniem. Uśmiechnęłam się delikatnie, a Pein zaczął błądzić wzrokiem po suficie. 
- A twoje oczy? - Tym razem głos zabrał brunet, Pein zatrzymał wzrok na mnie, chyba był ciekawy mojej odpowiedzi.
- Hmm...nie wiem czemu i jak, ale to coś w rodzaju kekkei genkai. Chikushogan. Tych oczu jest pięć poziomów, ja mam czwarty. Po aktywacji oczy mają rożne kolory zależnie od potrzeby, czasem zmienia mi się kolor oczu chodź nie aktywuję go. Oczy wtedy są zależne od mojego nastroju. Jak mówiłam mają różne funkcję widzę w ciemności, mogę zamienić się z kimś miejscami - Lider przytakiwał co moje słowo, co strasznie mnie irytowało. Itachi natomiast spoglądał pustym wzrokiem w ścianę. 
- Posiadasz jeszcze jakieś specjalne umiejętności? 
- Tak. Mam wyczulone zmyły bardziej od was tą umiejętność miał każdy członek mojego klanu..
- Mówisz miał, co to znaczy? Czym zajmował się twój klan? 
- Mój klan został wymordowany dobre pięć lat temu, a podobnie do klanu Izanaga zajmowaliśmy się hodowlą wilków bojowych - Wzrok Lidera był nieprzytomny, widocznie myślami był gdzie indziej. 
- Wiem co to za klan.. Nie pamiętam jednak nazwy..
- Ja też nie. Posiadłość została spalona, nic nie ocalało. Pamiętam tylko to czego się nauczyłam i wszytko na temat hodowli wilków, w dniu pożaru zabrałam dwójkę szczeniąt. Nic po za tym jakbym wtedy się na nowo urodziła, pamiętam wszystkie sekrety, ale imion, rodziny, wspomnienia i większość pożaru.. Nawet nie pamiętam swojego imienia - Powinno mi być smutno, bo to przecież była moja rodzina, a mówię o tym z taką lekkością! Ale przecież ich nie pamiętam! 
Za to najbardziej się obwiniam...
- A twoja natura chakry?  - Z zamyślenia wyrwał mnie rudowłosy.
- Eee..? - Tak, nigdy nie grzeszyłam inteligencją ^.^
- No natura, natura chakry - Rudy spojrzał na mnie jak na debilkę, ale cóż.
- Aaa.. natura chakry! Nie wiem, nigdy nie sprawdzałam - Wzruszyłam tylko ramionami. 
- Co?! -Oboje patrzyli teraz na mnie jak na debilkę, kurczę no. 
- Dobra nie ważne, Itachi na treningu to sprawdzisz, jasne? 
- Hai - Uchiha skinął głową, a Rudy zaczął szukać czegoś w biurku. Siedziałam i obserwowałam wszystko dookoła, cisza panująca między nami była dość niezręczna. 
- Gdzie to jest.. no gdzie - Lider zaczął gadać sam do siebie? Może jest chory?! - A mam Cię! Kanashii..
- Tak? - Spojrzałam pytająco w jego stronę, a na jego okolczykowanej gębie pojawił się głupi uśmiech. O Boże on chce mnie zabić?! o.O
- Witaj w organizacji - Na przeciwko mnie położył naszyjnik z zawieszką w kształcie czerwonej chmurki, takiej jak wszyscy mieli na płaszczach - Pierścienie nam się skończyły, a płaszcz czeka już na Ciebie w pokoju. Oboje idźcie na kolacje, a później Itachi masz zrobić coś z tym ramieniem - Oboje przytaknęliśmy i ruszyliśmy w stronę kuchni. 
  Muszę się pochwalić że znam już drogę z pokoju do kuchni na pamięć ^.^
Otworzyłam drzwi do kuchni po czym z wielkim bananem na twarzy usiadłam na jednym z krzeseł. Itachi zajął miejsce tuż obok mnie, a wszyscy którzy byli w pomieszczeniu uważnie nas obserwowali. Za ściany wyszedł Kisame z dwoma talerzami na ktorych były kanapki, rybcia postawił je przed nami po czym sam zajął miejsce na przeciwko mnie 
- Dzięki - Uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść kanapki. 
- Jak rozmowa z Liderem? - Wyszczeżyłam się jeszcze bardziej po czym pokazałam mu naszyjnik, który teraz był na mojej szyi. 
- No to witam nowego członka naszej organizacji! - Kisame wstał z miejsca po czym złapał mnie i zaczął podrzucać w górę, reszta natomiast zaczęła mi gratulować. Może jednak będzie mi tu dobrze. Zobaczy się później, teraz trzeba się cieszyć tym co jest! 

 Na dworze było już ciemno, dość długo siedziałam w kuchni. Pewnie siedziałabym jeszcze dłużej gdyby nie to że po tej całej walce byłam strasznie zmęczona, a musiałam jeszcze opatrzeć kilka ran. 
Z mojej torby wyjęłam pudełeczko z maściami i bandażami, zawsze nosiłam przy sobie małą apteczkę. Znalazłam to czego szukałam - tubkę z zieloną maścią.
Posmarowałam nią wszystkie małe zadrapania i siniaki na ciele, odłożyłam maść z powrotem do pojemnika. 
Kiedy wyszłam z łazienki zobaczyłam Itachi'ego w samych spodniach, siedział na łóżku i próbował obwiązać bandażem swoje ramię. 
- Może Ci pomóc? Uchiha spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział. Uklękłam na przeciwko niego i zaczęłam oglądać jego ramię, rana była dość głęboka więc nie wystarczyło, by ją tylko zawiązać.
- Uważaj może trochę piec - Przyłożyłam rękę do rany po czym skupiłam w niej całą chakre jaka i została, chłopak syknął cicho, ale nic nie mówił. Chwilę później rana była prawie cała zagojona, a ja pobiegłam po moją maść i kilka bandaży. Posmarowałam wszystkie rany chłopaka, po czym zawiązałam jego ramię i rozciętą dłoń.
- Jesteś medic- ninga? - Kiedy wszystko zrobiłam usiadłam obok niego. 
- Kiedyś się uczyłam, ale jakoś mnie to nie kręciło. Okazało się to jednak przydatne - Iatchi patrzył pustym wzrokiem na księżyc za oknem, również przeniosłam tam swoje spojrzenie.
- Powinnaś iść spać, musisz być zmęczona - Spojrzałam na niego, jego osoba bardzo mnie intrygowała, ale jeszcze bardziej współczułam mu jego życia. 
- Pójdę spać, ale najpierw przejdę się jeszcze do kuchni - Chłopak dalej obserwował księżyc, jego kamienna twarz nie wyrażała nic, a oczy były zamglone. Wstałam z łóżka i kiedy miałam otworzyć odwróciłam się na moment.
- Przynieść Ci coś z kuchni? - Pokiwał przecząco głową. 

czwartek, 26 września 2013

Rozdział IV

Rozdział IV


 Równo w południe razem z Itachim byliśmy na ogromnym polu treningowym, Itachi mówił że teren za organizacją jest nie do  wykrycia. Ten kto zakładał pieczęć i barierę musiał mieć wielką moc, zakładam że był to nasz kochany Liderek ^.^
Pein nie kazał nam na siebie długo czekać, jak zawsze pojawił się w kłębie białego dymu. Lider patrzył na zmianę to na mnie to na Uchihe, po chwili ciszy zaczął swoja przemowę.
- Walczycie do póki któreś nie zrani drugiego. Poruszacie się tylko po tej polanie co do techniki i broni nie macie ograniczenia i tylko ja mogę przerwać walkę, jasne? - Oboje skinęliśmy głowami, Pei również przytaknął i oznajmił że rozpoczynamy walkę po czym zniknął w kłębie dymu. Spojrzałam w stronę wejścia do organizacji, stali tam wszyscy członkowie organizacji na czele z Liderem, był nawet ten blondyn którego nazwałam dziewczyną. Nie mogę zwracać na nich uwagi, będą mnie tylko rozpraszać. Przełknęłam głośno ślinę.  Spojrzałam w oczy bruneta.
- Zaczynamy? - Dźwięk jego głosu trochę mnie otrzeźwił. Skinęłam głową z szatańskim uśmiechem. Itachi w mgnieniu oka zniknął z pola widzenia. Cholera szybki jest, a to źle! Chce się bawić w chowanego? Niech będzie!
 Stanęłam na środku polany, przymknęłam powieki. Przez polane przeszedł powiew wiatru, który przyjemnie bawił się końcówkami moich włosów. Mam go!
W tempie błyskawicy odwróciłam się i wyjęłam z kabury kunai, tak jak się spodziewałam w moim kierunku leciało kilka noży. Odbiłam wszystkie.  Zapach Itachiego przemieszczał się, ale nic mu to nie da, w chwili kiedy pierwszy raz go wyczułam nie zgubię jego tropu. To jedna ze zdolności mojego klanu.
Odwróciłam się w stronę zachodu, bo tam teraz powinien być Uchiha. Moje informacje potwierdził fakt że od wschodu pojawił się za mną drugi Itachi. Uśmiechnęłam się przebiegle. Myśli że nabiorę się na jego klona?! Nie czekałam długo, klon od razu mnie zaatakował.
Sprawdzał mnie na taijutsu? Z kostek na prawej i lewej dłoni wysunęły mi się na 25 cm stalowe pazury, słyszałam ciche szepty od strony naszej widowni.
Czy to że z dłoni wysuwają Ci się metalowe pazury jest aż tak dziwne?!
Wyrzuciłam wszystkie myśli z głowy i skupiłam się na kolejnym ataku Itachi'ego. Chciał mnie kopnąć, ale za pomocą pazurów przecięłam skórę na jego nodze. Klon zamienił się w stado kruków. Cały czas byłam w jego genjutsu!? Jak?! Kiedy zdążył to zrobić?!
Polana na której stała zmieniła się, trawa i niebo był krwisto czerwone, a drzewa i słońce czarne.
- Kurwa niech go szlak! - Słyszałam że klan Uchiha specjalizował się w ognistych technikach i za pomocą sharingana był prawie nie pokonany. Słyszałam że dwa lata temu jeden z członków wymordował cały swój klan, zostawił tylko młodszego brata. Itachi to on ich wtedy zabił! To on był dumom i chlubą klanu Uchiha! Zdrajcą...
- Widzę że szybko poznałaś podstęp, ale to nie zmienia faktu że i tak dałaś się złapać - Przede mną pojawiła się postać Itachi'ego z kataną w ręku, z  pod ziemi wyłonił się krzyż do którego zostałam przywiązana. Uśmiechnęłam się szatańsko, a brunet uniósł do góry  jedną brew. Wyglądał śmiesznie. Zaśmiałam się głośno, ale chłopak to zignorował i zrobił krok w moją stronę. Czy on uważa że ja jestem taka słaba?
Itachi stanął przede mną jak kat, ja natomiast nie przestawałam się śmiać.
- Nie radzę Ci - Znów spojrzał na mnie pytająco, ale ja tylko wzruszyłam ramionami na miarę możliwości.
- Zobaczymy - Chłopak zamachnął się nade mną. Przymknęłam oczy i cicho szepnęłam.
- Chikushogan - Mówiłam że będzie żałował. Kiedy odtworzyłam oczy role odwróciły się. Itachi wił się z bólu na krzyżu, a ja wbijałam katanę w jego ramię.
Technika została anulowana. Znów byłam na polu treningowym, brunet stał przede mną i trzymał się za przebite ramię. Spojrzałam na Lidera, ale on ruchem ręki kazał nam kontynuować walkę. Szybko odskoczyłam do tyłu rzucając w locie kilka kunai z wybuchającymi karteczkami, chłopak uniknął wszystkich, ale znajdował się w chmurze gęstego dymu. To moja szansa!
Wyskoczyłam w powietrze i rzuciłam w dym zatrute najlżejszą jaką umiałam zrobić truciznę, chiche przekleństwo oznaczało że brunet jednak dostał.
Bezszelestnie wylądowałam na ziemi, podparłam się na rekach i kolanie, rozejrzałam się dookoła, nic nie widziałam- dym nadal się utrzymywał.
Musiałam polegać na słuchu i węchu, nie czekałam długo, bo zostałam zaatakowana przez kolejnego klona Uchihy. Szybki unik i wbicie pazurów w jego ciało i tak kilka razy z kolejnymi klonami.
Kiedy dym w końcu opadł otworzyłam oczy. Oczywiście zmieniły swój kolor na liliowy, były trochę podobne do oczu Hidana. Rozejrzałam się dookoła. Itachi pojawił się za mną trzymając w ręku kunai. Trzeba było przyznać że wyglądał na nieźle obitego, na całym ciele miał drobne rany i rozcięcia, ale najgorsza była rana na ramieniu. Ja też już prawie nie miałam siły, moje ciało było w siniakach i zadrapaniach. Muszę się pośpieszyć jeśli chce z nim wygrać!
Słońce niedługo powinno zachodzić, ta walka strasznie długo trwa.
Spojrzałam na bruneta, widać że ma sporo energii i chakry. Nie chciała tego robić, ale cóż.
- Shoton: Shuriken Ranbu - Wyskoczyłam w powietrze wykonując kilka pieczęci, przede mną pojawiło się sporo shurikenów z kryształu. Szybko machnęłam ręką w stronę chłopaka, wszystkie shurikeny poleciały w jego stronę. Itachi uniknął prawie wszystkich, odskoczył dość szybko w bok. To moja ostatnia szansa, mam chakry na ostatni atak. Ręce same ułożyły się w pieczęcie.
- Shoton: Omiwatari no Jutsu! - Mój głos był donośny, szybko kucnęłam podpierając się na rękach o ziemie. Z ziemi wydobyły się jasno różowe, duże, ostre kryształy, które mknęły w stronę Itachi'ego. Przekleństwo z ust bruneta świadczyło o tym że nie zdążył uciec, tak jak myślałam rozcięło mu rękę. Anulowałam technikę.
 Ciężko usiadłam na ziemi i mocno oddychałam. Na środku polany pojawił się Pein, spojrzałam na niego. Obok Lidera pojawił się Uchiha, oboje spojrzeli na mnie później po sobie.
- Wiec? - Chciałam ich trochę zachęcić do rozmowy, ale oni znów to na mnie, to na siebie. No kurcze!
- Będziemy musieli porozmawiać o tym czemu masz element kryształu te eee.. - Rudy chyba szukał słowa, bo nie mógł się wysłowić.
- Pazury? - Grzecznie mu podsunęłam.
- Co? A tak! Właśnie te pazury i przede wszystkim o twoich niezwykłych oczach - Pokiwała twierdząco głową.
- To znaczy że zostaje tutaj? - Zapytałam niepewnie, bałam się reakcji na to pytanie tej rudej marchewy.
- Głupia! Kto powiedział że tu nie zostajesz? Jesteś jedną z nielicznych osób która zraniła Uchihe podczas walki , macie oboje przyjść do mnie za pół godziny - Wymieniłam szybkie spojrzenie z Itachi'm  i wzruszyłam ramionami, ale Lidera nie było już na polanie.
 Spróbowałam wstać z ziemi, nie obyło by się oczywiście bez zawrotu głowy. Dziwne, bo nie przewróciłam się. Otworzyłam oczy żeby zobaczyć co się dzieje. Nade mną pochylał się Itachi, jego ręce obejmowały mnie w tali. Zawstydziłam się trochę, ale wiedziałam że gdyby nie on znów by upadła.
- Nic Ci nie jest? - Jego zimny głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Nie! Nic tylko.. - Spojrzałam na niego zakłopotana, ale ona stał z tą kamienną miną.
- Nie ma sprawy popracujemy nad tym - Miałam dziwne wrażenie że kąciki jego ust delikatnie drgnęły, ale to chyba zwykłe złudzenie.
- Jesteś w stanie sama stać?
- Tak, chyba tak... - Puścił mnie, a ja stanęłam samodzielnie. Nie trwało to długo, bo po jednym kroku znów zakręciło mi się w głowie. Uchiha ma na szczęście dobry refleks.
- Chyba nie będziesz w stanie dojść do Lidera - Westchnęłam ciężko przymykając oczy, poczułam jak moje ciało odrywa się od ziemi. Odruchowo złapałam się czegoś co jak się okazało było lekko podartym płaszczem Uchihy. Spojrzałam na niego gdy usłyszałam jego ciche syknięcie, momentalnie przeniosłam wzrok na jego przebite ramie. Rana nie była głęboka, ale było dużo krwi.
- Gomen - Jego wzrok też utkwił w ramieniu, chłopak natomiast zignorował moje słowa i ruszył w stronę organizacji. Nasza mała publika musiała teleportować się z Liderem, bo nigdzie ich nie widziałam

wtorek, 3 września 2013

Rozdział III

Rozdział III


 Obudziłam się kilka godzin później. Muszę przyznać że łóżko Itachi'ego jest strasznie wygodne. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy ręką, kiedy miałam dość osty obraz rozejrzałam się po pokoju. Itachi'ego nigdzie nie było, ale zauważyłam na biurku kilka rzeczy i małą kartkę. Leniwie wstałam z łóżka i podeszłam do biurka podnosząc kartkę.

            "Tu masz te rzeczy od Konan, powinny być dobre. Idź do łazienki i się przygotuj, przyjdę                               po Ciebie o 8.50, nie wychodź z pokoju beze mnie pod żadnym pozorem."


Odłożyłam kartkę z powrotem na biurko i zaczęłam oglądać ubrania. Spodobała mi się fioletowa bokserka i czarne krótkie spodenki od razu zabrałam ubrania do łazienki i po wcześniejszym prysznicu ubrałam się w nie. Były na mnie idealne. Wyszłam z łazienki i założyłam swoje czarne trampki do kolan oraz czarne rękawiczki bez palców. Włosy uczesałam i po długim namyśle zostawiłam rozpuszczone z lekko opadającą grzywką na lewe oko. Ku mojemu zdziwieniu na biurku był błyszczyk i tusz do rzęs. Zrobiłam sobie odpowiedni makijaż po czym usiadłam na fotelu i przeglądałam książki bruneta. Chyba lubił czytać, bo było ich tam sporo. 
 Równo o umówionej godzinie Itachi otworzył drzwi i oznajmił że idziemy na śniadanie, posłusznie wstałam i ruszyłam za nim korytarzem. Teraz był całkowicie oświetlony i to nie przez pochodnie. Korytarzem szliśmy tylko we dwoje, po za nami świecił pustkami. Uważnie rozglądałam się dookoła chcąc zapamiętać drogę z mojego obecnego pokoju do kuchni. 
Itachi zatrzymał się nagle, a ja uderzyłam nosem w jego plecy. Zganił mnie spojrzeniem, złapałam się za bolący nos patrząc na niego z wyrzutem. Mężczyzna bez słowa otworzył drzwi, a ja poczłapałam za nim do środka. 
 To co zobaczyłam przerosło moją wyobraźnię. Mordercy, najgorsi mordercy biegali dookoła stołu krzycząc na siebie wzajemnie. Kilku siedziało na krzesłach, a jeszcze jeden gość w pomarańczowej masce biegał machając łapami i krzycząc " Tobi is a good boy! Hidan-sempai zabije Deidare-sampai, Pomocy!". Moja mina musiała być bezcenna, ale coś we mnie pękło gdy do pomieszczenia weszła dwu metrowa, niebieska ryba ubrana w różowy fartuszek w krówki niosąca jajecznice do stołu. Wybuchnęłam nie pohamowanym śmiechem co zwróciło uwagę wszystkich po za Itachim na mnie. Przerwali swoje zajęcia i patrzyli co chwila na mnie, zaraz na Uchihe, a później po sobie nawzajem. Jeśli to ma być ta elita zabójców,których każdy się boi to powodzenia. Ledwo co stałam o własnych siłach, śmiech ogarnął całe moje ciało.
-Z czego się śmiejesz, un? - Na dźwięk jednego z nich lekko oprzytomniałam, ale dalej trzymałam się za brzuch. Spojrzałam skąd dochodzi ten głos. Po drugiej stronie pokoju stała jakaś dziewczyna. Miała długie blond włosy związane u góry w kitkę i ładne błękitne oczy.
- Z was.. haha..koleżanko - Jej mina zrobiła się dziwna po czym przybrała czerwonego koloru. Zaczęłam się jeszcze głośniej śmiać.
- Jestem chłopakiem, un!!! -Głos rozniósł się po całym pomieszczeniu. O boże, a jednak to chłopak! Zaczęłam się jeszcze głośniej śmiać, ale tym razem nie sama. Cały pokój rozniósł się śmiechem obecnych no może po za Itachim i tego blondyna. Widać że nie bardzo spodobało mu się że nazwałam go dziewczyną, bo coraz mocniej zaciskał pięści.
W jednej chwili pojawił się przede mną, jego pięść prawie by się zatrzymała na mojej twarzy, na moje szczęście przewidziałam to. Zniknęłam w kłębie dymu. Pojawiłam się za nim po czym jeszcze zdezorientowanemu chłopakowi wygięłam prawą rękę i kolanem przycisnęłam do ściany tym samym obezwładniając go.Jakaś blondynka będzie myślała że jest lepsza? O, nie! Na widok tej sceny wszyscy zamilkli, obserwując mnie. Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramiona, kontem oka zauważyłam zimne spojrzenie karych oczu. 
- Kanashii zostaw go - Na dźwięk głosu bruneta skrzywiłam się, ale nie puściłam blondyna, a jeszcze mocnej przybiłam go do ściany. 
- Nie - Mój głos był tak samo zimny i oschły. Poczółam jak jego dłonie mocniej zaciskają się na moich ramionach, westchnęłam głośno po czym puściłam chłopaka i zrobiłam krok w tył. Itachi dalej mnie trzymał, spojrzałam na blondyna, ale on odwrócił się i wyszedł bez słowa trzaskając drzwiami. Prychnęłam lekceważąco po czym ruszyłam z Itachim, który ciągnął mnie w stronę stołu. Usiadłam na krześle obok Itachi'ego, po chwili ciszy po sali rozeszły się szepty innych. Szybko się jednak rozeszły bo po chwili w kłębie szarego dymu na środku jadalni pojawił się Pein. 
- Co tak głośno było? - Jego wzrok wodził po wszystkich zebranych nikt natomiast nie odezwał się słowem.
- Ta nowa dziewczyna nazwała Deidare-sempai dziewczyną i Deidara-sempai się zdenerwował, a ona przybiła Deidare-sempai do ściany. Itachi-sempai zabrał ją od Deidary-sempai, a Deidara-sempai odwrócił się i wyszedł a wtedy Lider się pojawił i zapytał się...
- Wystarczy Tobi, dalej wiem - Ten dziwny typ w pomarańczowej masce był chyba niedorozwinięty. Wydał mnie Liderowi, a teraz bujał się zadowolony na krześle.
- Dzięki.. - Syknęłam do kolesia w masce, a ten uciekł coś krzycząc.  Spojrzałam na resztę, a później na drzwi za którymi zniknął. Poczułam na sobie wzrok Lidera, zaklęłam cicho pod nosem i z głupim uśmiechem odwróciłam się w jego stronę.
- Kanashii... Jesteś tu niecały dzień, a zdążyłaś mnie wyprowadzić z równowagi i pobić się z jednym z członków..
- Ale..
- Żadnych ale! Ja teraz mówię, a Ty słuchasz! - Rudy darł gębę jak opętany.
- Dobrze
- Nie przerywaj mi! Wracając do rzeczy.. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą to nowy członek naszej organizacji. Kanashii. Jeśli się dowiem że włos jej z głowy spadł, zabije. Jej opiekunem i trenerem będzie Itachi, na razie jest z nim i Kisame w drużynie - Jego wzrok wodził między członkami organizacji, ale najczęściej zatrzymywał się na mnie. A ja przecież teraz nic nie zrobiłam! - Twój pokój nie jest jeszcze gotowy więc na razie śpisz u Itachi'ego. Jak Konan wróci z misji pójdziecie na zakupy, bo pewnie chcesz sobie coś kupić, Kakuzu da Ci pieniądze. Jeszcze jedno za trzy godziny widzę Ciebie i Itachi'ego na polu treningowym, chce zobaczyć co umiesz..- Po tych słowach zniknął, a po pomieszczeniu znów rozniosły się głosy. Spojrzałam na Itachi'ego, ale on niczym nie wzruszony nakładał sobie jajecznicy. Niepewnie rozejrzałam się po pomieszczeniu, wszyscy siedzieli i jedli. Nie maiłam na nic ochoty więc siedziałam wpatrzona na obraz na ścianie z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos.
- No to.. Kanashii czemu nic nie jesz?  - Okazała się to być ta przerośnięta ryba, spojrzałam na niego, udzielił mi się jego przyjazny uśmiech. Wszyscy milczeli, chyba byli ciekawi czemu nie jem.
- Nie jestem głodna - Uśmiechnęłam się w jego stronę.
- A powinnaś, przypominam Ci że za niecałe trzy godziny trening, powinnaś mieć trochę energii - Itachi siedział obok mnie, czułam się jakby był moją matką -.-'
- Moje ciało szybko się regeneruje - Ucięłam rozmowę z brunetem, odwróciłam się w stronę rybki i wyszczerzyłam się jak tylko umiałam, rybka też pokazał swoje ząbki. Przypominał teraz bardziej rekina niż rybkę, ale co tam.
- Eee, a tak w ogóle ja się nazywacie? - Wszyscy spojrzeli się na mnie przerywając jedzenie.
- Lidera już poznałaś, ten którego nazwałaś "koleżanką" nazywa się Deidara, ten w pomarańczowej masce to Tobi, ja jestem Kisame, Itachi'ego znasz, dalej jest Kakuzu, Hidan, jest jeszcze Konan, ale jej często nie ma i nie jada z nami oraz Danna - Rybcia wyszczerzył się przyjaźnie.
- Zapomniałeś o kimś - Z drugiej strony stołu odezwał się szaro włosy chłopak o dość dziwnym kolorze oczu. To był ten którego widziałam w nocy.
- O kim? - Rybcia rozejrzał się po sali.
- Zetsu - Fiołkowe oczy Hidana wpatrywały się we mnie bezczelnie, odwróciłam się szybko w stronę Kisame unikając kontaktu wzrokowego.
- A tak! Jest jeszcze Zetsu, wygląda jak wielka muchołówka, podzielona na dwie części złą i jeszcze gorszą. Jest naszym szpiegiem, ale do niego nie podchodź, bo ma rozdwojenie jaźni i jest kanibalem - Przełknęłam głośno ślinę. Boże gdzie ja trafiłam!? Tu są sami dziwacy!
- Kisame nie wiesz kiedy mój pokój będzie gotowy? - Nie to że mam coś do Uchihy, ale byłabym bezpieczniejsza sama w pokoju. Rybowaty błądził wzrokiem po suficie wyglądajac jakby myślał.
- Pewnie jak wróci Sasori - Kisame uśmiechnął się do mnie, ja natomiast czułam jak zaczynam drżeć. Jak?! Skąd?! Dlaczego on?1
- Sasori, Sasori Akassuna z Czerwonego Pisku? On tu jest? - Chciałam żeby mój głos był naturalny, ale nie wyszło, bo Itachi i Kisame spojrzeli na mnie dziwnie.
- Tak. Znasz go? - Spojrzałam na nich niepewnie.
- Tak, poznałam go jak byłam mała..- Chłopaki wymienili spojrzenia, ale zauważyli że nie mam ochoty rozmawiać na temat przeszłości.
 Reszta śniadania minęła a spokojnie, pogadałam trochę z Kisame i Kakuzu. On chce mnie sprzedać na organy ! o.O
Unikałam spojrzeń Hidana, co było trudne, bo cały czas się na mnie gapił.
Razem z Itachi'm wróciłam do pokoju przygotować się do treningu, zostało nam niecałe dwie godziny. Zastanawia mnie czy sobie poradzę, oby, bo inaczej - zabiją mnie.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział II

Rozdział II

 Ten jego cichy szept gdy mnie minął, by zniknąć w ciemności pomieszczenia. Itachi Uchiha. Całym moim ciałem zawładnęły przyjemne dreszcze. Dopiero po chwili doszło do mnie że stałam na środku jakiegoś gabinetu, panował tu jeszcze większy mrok niż w pokoju w którym się obudziłam. Uważnie lustrowałam pokój jednak ledwo co dostrzegałam krawędzie mebli.
Przez moje plecy przebiegł dziwny dreszcz. Znów czułam to uczucie zimna. Mój wzrok utkwił w jednym z punktów przede mną, do moich nozdrzy dobiegł zapach męskich perfum. Wiedziałam że ktoś tam siedzi i to na pewno nie był Uchiha.
- Kim jesteś? - Jej głos był zimny i oschły, po mimo strachu, który teraz nią władał. Zauważyła że ktoś poruszył się w ciemności. A jednak.
- Nazywam się Pein, ale każdy zwraca się do mnie Liderze - Dziewczyna prychnęła lekceważąco, ale mężczyzna zignorował to - Obecnie znajdujesz się w mojej organizacji. Akatsuki. Wiesz czemu się tu znalazłaś?
- Właśnie w tym problem że nie - Blondynka założyła ręce na piersi i z wyczekiwaniem patrzyła w stronę swojego rozmówcy. W odpowiedzi usłyszała jedynie głośne westchnienie.
- Po pierwsze z większym szacunkiem, a po drugie kazałem Cię tu ponieważ chcę byś dołączyła do mojej organizacji - Przypomniałam sobie. Ta propozycja Uchihy, jego "my", chodziło mu o tę organizację.
Nie gram mi tu coś, przecież w Akatsuki znajdują się najwięksi przestępcy naszego świata. Wszyscy bali się nawet o nich wspomnieć z obawy że spotka ich za to kara, pięć Wielkich Nacji obawiało się ich. Ponoć są tak potężni że spokojnie mogli, by wywołać Czwartą Wielką Wojnę Shinobi. Ich przywódcą jest sam Pein Fumma, człowiek uważany za boga w wiosce Ame-gakure. Ich głównym celem jest złapanie wszystkich ogoniastych bestii oraz przejęcie władzy nad światem.
W porównaniu do tej elity zabójców ja jestem niewinną osobą, może i miałam opinie jednego z najlepszych płatnych zbójców w kraju Ognia, ale przy nich to było nic.
Po co miałabym się do niech przyłączyć? Chyba że to jakiś podstęp, muszę być ostrożna.
- Po co w tej organizacji ktoś taki jak ja? - Usłyszałam że krzesło na którym siedział odsunęło się, a on sam wstał i zaczął iść w moją stronę.
- Nie musisz być taka skromna, twoje dokonania dotarły aż tutaj. Przy okazji zabrałaś nam parę zleceń Chodzą słuchy że w związku z twoimi genami masz niezwykłe umiejętności - Zatrzymał się przede mną, po mimo ciemności widziałam że był ode mnie wyższy conajmniej o głowę. Zauważyłam że na jego twarzy było mnóstwo kolczyków. Zanim do nich dołączę będę musiała się zaopatrzyć w wielki magnes.
- Magnes to ja Ci dam smarkaczu !!! - Stanęłam wryta. On czytał w moich myślach?
- Tak umiem to dzięki mojemu kekei genkai - Moja mina przybrała dziwny wyraz, chwile  później wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Na twarzy Lidera zauważyłam małą żyłkę, co wywołało u mnie jeszcze większy śmiech, kiedy jednak zaczęła ona pulsować Liderek wyciągnął jakiś pojemniczek z którego zaczął łykać jakieś tabletki. Wkurzyłam go, ale było warto. Rudy ciężko opadł na fotel, jego żyłka nadal pulsowała, a oczy były przymknięte. Oddychał powoli i miałam wrażenie że odlicza od 10 w dół. Ledwo co się uspokoiłam, brzuch mi dosłownie pękał. Nie powinnam tego robić, bo nie byłam w pełni sił. Moje ciało jednak szybko się leczyło.
- Itachi zabierz ją stąd do pokoju i spotkamy się rano na śniadaniu - Jego głos drżał, widać było że jeszcze chwila i by wybuchnął. Może nie byłoby tu tak źle?
Z konta pokoju wyłonił się karooki, Uchiha otworzył przede mną drzwi  czekając aż wyjdę. W mojej głowie jednak pojawił się chytry pomysł.
- Dobranoc Peinuś - Krzyknęłam głośno po czym wybiegłam z jego gabinetu ciągnąc Itachi'ego za rękę. Kiedy drzwi się zamknęły z trzaskiem uderzył w nie jakiś przedmiot, zapewne wazon albo coś szklanego, bo było słychać dźwięk tłuczonego się szkła. Znów wybuchłam śmiechem.
- Nie wiem z czego się tak cieszysz. Jutro na śniadaniu będzie piekło, jeszcze nie tu jednego dnia, a w niecałe półgodziny doprowadziłaś go do kurwicy - Jego głos był zimny i obojętny, od razu przestałam się śmiać i przyjęłam poważną postawę.
- Nie wiem czemu taki jesteś, po prostu tylko go zdenerwowałam, a Ty mi już o piekle mówisz..- Na moją twarz wkradł się niewielki uśmieszek, kontem oka spojrzałam na chłopaka. Miał dziwny wyraz twarzy, jakby starał się na siłę powstrzymać od uśmiechu.
 Weszliśmy do tego samego pokoju w którym się obudziłam, jak się dowiedziałam był to pokój bruneta. Dostałam nawet jedną z jego koszulek po czym wepchnął mnie do łazienki. Tu przynajmniej było światło. Łazienka była o wiele większa niż się spodziewałam, całość była utrzymana w jasno zielonej barwie. Położyłam wszystkie swoje rzeczy na sedesie po czym wskoczyłam pod prysznic. Wreszcie ciepła woda. Strumień był tak przyjemny że aż nie chciałam spodniego wychodzić jednak moje oczy same się zamykały.
Zakręciłam wodę i wyszłam z pod prysznica, wzrokiem odszukałam jakiś ręcznik po czym wytarłam nim swoje ciało i włosy. Założyłam dół od bielizny i za dużą koszulkę Itachi'ego.
Spojrzałam w lustro, ale za nic nie znalazłam tam swojego odbicia. Tej zawsze szczerej, obojętnej i ładnej dziewczyny, a jedynie jej wrak. Bladą cerę, podkrążone oczy i liczne siniaki na całym ciele. Ten widok nie był najpiękniejszy w życiu, wzięłam głęboki oddech po czym wyszłam z łazienki.
 Itachi stał przy oknie patrząc w dal, ale na dźwięk otwieranych drzwi odwrócił się w moja stronę.  Miałam dziwne wrażenie że jego wzrok mierzy mnie od dołu do góry, a kąciki jego ust drgnęły. Było ciemno, a więc nie dam sobie za to ręki uciąć. Spojrzałam na niego lekko zawstydzona co na pewno zauważył, bo  szybko odwrócił wzrok.
- Powinnaś iść jeszcze spać żeby odpocząć - Jego głos zimny i obojętny tak że aż ciarki przebiegły mi po plecach,
- A ty? - Wzrok jego czarnych oczu znów zatrzymał się na mojej osobie.
- Ja prześpię się na fotelu - Już chciałam coś powiedzieć, ale kiedy tylko zaczęłam otwierać usta on był szybszy - Koniec dyskusji ja śpię na fotelu, a ty na łóżku. Masz odpocząć, bo  za kilka godzin jest śniadanie, jasne? - Zrezygnowana skinęłam głową i położyłam się na łóżku przykrywając kołdrom.
- Jeszcze jedna sprawa, a właściwie dwie - Przeniosłam wzrok na bruneta, który siedział na fotelu naprzeciwko mnie - Konan powiedziała że rano przyniesie dla Ciebie jakieś ubrania. Jesteście jedynymi dziewczynami w Akatsuki, powinnyście się polubić. Nie wiem kiedy ją poznasz, bo często chodzi na samotne misję. Druga sprawa. Jak ty właściwie masz na imię ? - Na dźwięk tego ostatniego pytania po moich plecach przebiegł dreszcz , czułam na sobie wyczekujący wzrok chłopaka.
- Kanashii - Mój głos był cichy, ale Uchiha i tak usłyszał.
- A na nazwisko?
- Nie jest to zbyt istotne - Mój głos był zimny i oschły zupełnie jak jego. Nie miałam ochoty tego ciągnąć więc odwróciłam się do niego plecami i zamknęłam oczy próbując znów zasnąć. Itachi chyba zrozumiał że nie mam ochoty z nim gadać, bo więcej się nie odezwał.

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział I

Rozdział I


Ból. Niewyobrażalny ból w okolicy głowy. Nie, wszędzie. Wszędzie mnie boli. Tylko czemu? Co się ze mną stało? Niewiele pamiętam. Tylko tego chłopaka w kruczoczarnych włosach, jego dziwną propozycję, jego cudowne czarne oczy, a później pustkę. Szkarłat taki sam jak krew i czerń jak wielka otchłań, czemu mam je w głowie? Czy ja umarłam?  Czy tak wygląda piekło? Na pewno nie, nie czułabym takiego okropnego bólu. Żyję, ale po co? J gdzie teraz jestem? Czemu mnie nie zabił, a tak jego dziwna "oferta" , ale jak ona brzmiała? Nie pamiętam zimno mi. Boję się otworzyć oczy, boję się że znów będzie sprawiał mi ten ból. Boję się że jeśli otworzę oczy znajdę się w piekle, martwa. Czy tak miałaby wyglądać moja śmierć?
Głucha cisza i pustka? Czerń dookoła? Co jeśli będę musiała spędzić tu wieczność i to sama? Czy mam się teraz zastanowić nad swoim życiem, nad tym czy coś bym zmieniła? Czy jestem z czegoś dumna? Czy żałuje ile ludzi zabiłam? Tego że stałam się jednym z najlepszych płatnych zabójców? Nie, nie żałuje. Obiecałam sobie że po śmierci rodziców nie będę żałować, ścieżki którą obrałam... Tylko czemu tu jest tak zimno?
 Wyszedłem z łazienki w samych spodniach, spodziewałem się że dziewczyna jeszcze śpi. Podszedłem do jej łóżka. Blondynka jeszcze spała, ale jej sen był niespokojny, kręciła się, szeptała jakieś niezrozumiałe słowa i miała straszne drgawki. Przykryłem ją kolejnym kocem, nie miała gorączki, ale można było zauważyć na jej czole kropelki potu. Usiadłem na krześle obok łóżka i uważnie przyglądałem się jej osobie.
 Co się dzieje? Dlaczego nagle zrobiło się cieplej i tak dziwnie przyjemnie? Zupełnie jakby ktoś mnie czymś przykrył. I to dziwne uczucie, jakby ktoś gładził moją cerę.. Jeszcze ten zapach, na pewno męskich perfum. Może nie umarłam? Tylko ktoś teraz ze mną jest?! Halo?! Halo?!
No tak nikt nie usłyszy krzyku w mojej głowie..
  Kiedy przez przypadek dotknąłem jej dłoni, poruszyła się niespokojnie zaciskając jeszcze mocniej powieki. Niedługo powinna się obudzić, może nie powinien używać na niej mangekyou z taką mocą? Z drugiej strony skoro Lider chcę ją w Akatsuki musi być silna. Za dużo tych myśli na jej temat, pójdę się przejść do kuchni. Zrobię jej coś do jedzenia na wypadek jakby się obudziła.
  Miałam dziwne wrażenie jakby ktoś zamykał za sobą drzwi, nie wyczuwałam żadnej osoby w pobliżu. Może powinnam jednak zobaczyć gdzie jestem i w razie potrzeby szybko się ewakuować. Powoli otworzyłam oczy, ale obraz był niewyraźny. Kiedy znów wróciła do mnie ostrość obrazu postanowiłam podnieść się do pozycji siedzącej. Ból w głowie niestety dość boleśnie dał o sobie znać co było równoznaczne z ponownym położeniem się na łóżku, kiedy ból na moment ustał znów podjęłam próbę - tym razem jednak z rezultatem.
 Byłam w czyjejś sypialni. Pokój był przeciętnej wielkości, tak by zmieściły się tu fotel, łóżko, szafa, biurko, okno, półka na książki i dwie pary drzwi.  Jedne zapewne od łazienki, a drugie od wyjścia z pokoju.
Spojrzałam na okno, oślepił mnie blask księżyca i gwiazd na tle szarego nieba.
Rozejrzałam się tępo po pokoju szukając czegoś do picia lub jedzenia. Moje gardło było jak Sahara, suche na wiór. Brzuch również domagał się jakiegoś jedzenia po przez chiche burczenie. W mojej głowie jednak było jedno pytanie. Co ja tu robię?
 Moje myśli przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł ten sam chłopak z którym wcześniej rozmawiałam, na sam jego widok i tej emitującej od niego zimnej i obojętnej aury po moich plecach przeszły zimne dreszcze. W ręku miał talerz kanapek i szklankę wody, którą położył na szafce nocnej obok łóżka, po czym usiadł na fotelu po drugiej stronie pokoju. Czułam na sobie jego obojętny i zimny wzrok.
- Jedz. Potrzebujesz sił, zaraz idziemy do Lidera - Jego głos był taki sam jak oczy. Zimny i obojętny.
Nie sprzeciwiała się,  posłusznie wzięłam talerz i zaczęłam jeść kanapki popijając je wodą, kiedy skończyłam popatrzyłam na bruneta. Jego oczy nieustanie śledziły każdy mój ruch, przyznam że czułam się jak główna atrakcja w ZOO.
- Jeśli skończyłaś możemy iść? - Spojrzał na mnie wyczekująco. Czemu przy nim czułam się dziwnie? Nie mogłam być sobą, tą nieuległą, nieustępliwą, złośliwą. Czekał na moją odpowiedź i pewnie czekałby jeszcze dłużej gdyby nie mój nagły przypływ odwagi, albo głupoty
- Owszem możesz iść, ale ja zostaje - Nie spodobało mu się to. Chwile później już leżałam przerzucona przez jego bark, miotając i krzycząca żeby mnie puścił.
-  Nie chciałaś iść sama, a ja nie będę tracił czasu na czekanie - Krzyknęłam tak głośno jak mogłam żeby mnie puścił, albo żeby ktoś mi pomógł. Jedyną osobą jaka wyszła na korytarz był wysoki siwowłosy mężczyzna o hipnotycznych fiołkowych oczach i dziwnym uśmiechem. Brak jego koszulki tłumaczyłam sobie tym że jest noc, a moje krzyki obudziły go.
- Itachi może milej w stosunku do dam - Jego śmiech rozniósł się po korytarzu, a mnie przeszedł nie przyjemny dreszcz wywołany jego spojrzeniem. Zupełnie jakbym była cała naga.
Chwile później wylądowałam przed wielkimi drzwiami.
- Iatchi? Masz na imię Itachi? - Spojrzałam na niego podejrzanie gdy podniosłam się z ziemi, jednak on bez słowa  zapukał do drzwi i otworzył je wpychając mnie do środka.

Prolog

Prolog


Głos kroków dobiegał z korytarza, szedł nim dość szybko młody mężczyzna. Jego twarz była skąpana w mroku, nikłe światło dawały tylko pochodnie powieszone na ścianie w równych od siebie odległościach. Na rękach mężczyzny dało się zauważyć nikłą kobiecą sylwetkę, dziewczyna zaczęła delikatnie się poruszać w jego ramionach, a jej powieki zaczęły lekko drgać. Postać czując to przyśpieszyła kroku mijając kolejne drzwi i zakręty korytarza.
 Zatrzymał się dopiero pod wielkimi, drewnianymi drzwiami na samym końcu tunelu. Delikatnie zapukał w drzwi, tak by nie budzić nieprzytomnej dziewczyny.
- Wejść - Donośny głos za drzwi przerwał głuchą ciszę, mężczyzna otworzył drzwi po czym pewnie wszedł do środka.
Pomieszczenie było jak zawsze ciemne, jedynym źródłem światła była dogasająca świeczka stojąca na biurku za którym właściciel głosu.
 - Rozumiem że nie chciała iść dobrowolnie?
- Musiałem trochę pomóc jej w podjęciu odpowiedniej decyzji - Mężczyzna spojrzał na znajdującą sie w jego ramionach dziewczynę , miała może siedemnaście lat, jasne blond włosy, cerę niczym mleko, a jednak od jej osoby bił wyraźny chłód.
- Co mam z nią zrobić Liderze?
- Na razie pójdź z nią  do siebie, kiedy się obudzi przyjdź z nią do mnie. Omówimy jej przyszłość w  Akatsuki - Spojrzenia obu mężczyzn utkwiły w śpiącej nastolatce, skinął głową po czym odwrócił się i wyszedł zamykając za sobą cicho drzwi gabinetu.
 Znów zaczął przemierzać korytarze organizacji, tym razem jednak szybciej czując cały czas niespokojne ruchy dziewczyny i dziwny wyraz smutku na jej twarzy. Po wyjściu z gabinetu i przejściu dwóch zakrętów zatrzymał się przy drzwiach jednego z pokoi. Drzwi jak zawsze były otwarte i tak nikt nie wchodził dobrowolnie lub bez potrzeby do jego pokoju - chyba że chciał szybko zginąć.
 W pomieszczeniu panował mrok, pokój oświetlał jedynie blask księżyca wpadający przez okno. Delikatnie położył dziewczynę pod stojącym pod ścianą dwuosobowym łóżku, kiedy upewnił się że śpi przykrył ją ciepłym kocem i delikatnie odgarnął jej blond grzywkę. Dziewczyna uśmiechnęła się przez sen czując ciepły dotyk, na jego usta też na moment wkradł się nikły uśmiech, musiał przyznać że była wyjątkowo ładna. Stop. O czym on myśli?  On przestępca klasy S, który wymordował swój cały klan oszczędzając jedynie swojego brata?
Szybko się otrząsnął po czym przykrył dziewczynę jeszcze szczelniej kocem, a sam zniknął za drzwiami łazienki.