poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział V

Rozdział V


 Brunet niósł mnie przez całą drogę do gabinetu Lidera. Zatrzymaliśmy się dopiero pod drzwiami, chłopak spojrzał na mnie pytająco, wiedziałam o co mu chodzi. Skinęłam głową, postawił mnie na ziemi, ale stał blisko żeby w razie co mnie złapać. Jego tak bliska obecność sprawiała że moje i tak wyostrzone zmysły szalały. Wzięłam głębszy oddech po czym szybko otworzyłam drzwi. Cieszę się że jak byłam młodsza ćwiczyłam refleks, bo to rzucanie Lidera we mnie mogłoby się źle skończyć. Spojrzałam na przedmiot, który miał we mnie trafić, tym razem była to książka. I to bardzo gruba książka!
- Puka się! - Prychnęłam lekceważąco, Itachi spojrzał na mnie kątem oka - Siadaj - Lider wskazał krzesło na przeciwko siebie, niechętnie usiadłam łapiąc z nim kontakt wzrokowy. Rudy oparł łokcie na blacie biurka po czym ukrył twarz w dłoniach.
- Opowiedz mi skąd masz te pazury, na ile się mogą wysunąć, czy da się je jakoś zniszczyć i kiedy się wysuwają? - Rudy spojrzał na mnie, patrzyłam w sufit wracając do przeszłości. Jednak szybko wróciłam do rzeczywistości.
- Nie powiem Ci skąd je mam, nie wiem również na ile się wysuwają, bo nigdy nie sprawdzałam. Jeśli któryś się zniszczy lub kawałek odpadnie wysuwa się na tyle na ile był na początku, a wysuwają się wtedy kiedy chcę. - Patrzyłam cały czas na swoje dłonie, teraz były jak zawsze. 
- Bolą Cię? - Głos Peina, wydawał się bardziej troskliwy, czuły spojrzałam na niego podejrzanie.
- Troszkę, jak się wysuwają i wsuwają - Itachi i Lider spojrzeli na mnie, a później na moje dłonie. Sama dość uważnie się im przyglądałam, znów czułam taki sam ból jak kiedyś. Moje ciało na samo wspomnienie zaczęło drżeć, Lider świetnie to widział - Nie pytał dalej. 
- A skąd masz element kryształu? - Na te słowa znów zadrżałam, a z moich oczu spłynęła samotna łza. Itachi nie patrzył się na mnie, ale wydawał się zainteresowany moja przeszłością. Ręką otarłam łzę i spojrzałam na Peina.
- Nie chcę o tym mówić, może kiedyś, ale od tych samych ludzi, którzy zrobili mi te szpony - Mój głos drżał, całą sobą powstrzymywałam się od płaczu. Energicznie podniosłam rękę, a z kostek wysunęły się ostrza. Wzięłam kilka głębszych oddechów, by się uspokoić. 
Lider pokiwał głową po czym spojrzał na bruneta, później głęboko w moje oczy.
- Czemu nie mogę wejść do twojej głowy?- Jego wzrok napierał na mnie, uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nie działa na mnie żadne kekkei genkai - Na jego twarzy dostrzegłam zdziwienie, Uchiha nie był lepszy, ale u niego to było to mniej widoczne.
- Eee.. Jak to? - Zaczęłam cicho się śmiać, Pein spojrzał na mnie jak na opętaną, chyba niewiele się mylił ^.^ 
- Jeżeli na to nie pozwolę to nie będę zaatakowana przez cudze kekkei genkai jak silne, by nie było. Lider nie może wejść do mojego umysłu, bo go odrzuca za to sharingan Itachi'ego zamienia nas miejscami. Tak jak było widać - Oboje patrzyli na mnie z dużym zainteresowaniem. Uśmiechnęłam się delikatnie, a Pein zaczął błądzić wzrokiem po suficie. 
- A twoje oczy? - Tym razem głos zabrał brunet, Pein zatrzymał wzrok na mnie, chyba był ciekawy mojej odpowiedzi.
- Hmm...nie wiem czemu i jak, ale to coś w rodzaju kekkei genkai. Chikushogan. Tych oczu jest pięć poziomów, ja mam czwarty. Po aktywacji oczy mają rożne kolory zależnie od potrzeby, czasem zmienia mi się kolor oczu chodź nie aktywuję go. Oczy wtedy są zależne od mojego nastroju. Jak mówiłam mają różne funkcję widzę w ciemności, mogę zamienić się z kimś miejscami - Lider przytakiwał co moje słowo, co strasznie mnie irytowało. Itachi natomiast spoglądał pustym wzrokiem w ścianę. 
- Posiadasz jeszcze jakieś specjalne umiejętności? 
- Tak. Mam wyczulone zmyły bardziej od was tą umiejętność miał każdy członek mojego klanu..
- Mówisz miał, co to znaczy? Czym zajmował się twój klan? 
- Mój klan został wymordowany dobre pięć lat temu, a podobnie do klanu Izanaga zajmowaliśmy się hodowlą wilków bojowych - Wzrok Lidera był nieprzytomny, widocznie myślami był gdzie indziej. 
- Wiem co to za klan.. Nie pamiętam jednak nazwy..
- Ja też nie. Posiadłość została spalona, nic nie ocalało. Pamiętam tylko to czego się nauczyłam i wszytko na temat hodowli wilków, w dniu pożaru zabrałam dwójkę szczeniąt. Nic po za tym jakbym wtedy się na nowo urodziła, pamiętam wszystkie sekrety, ale imion, rodziny, wspomnienia i większość pożaru.. Nawet nie pamiętam swojego imienia - Powinno mi być smutno, bo to przecież była moja rodzina, a mówię o tym z taką lekkością! Ale przecież ich nie pamiętam! 
Za to najbardziej się obwiniam...
- A twoja natura chakry?  - Z zamyślenia wyrwał mnie rudowłosy.
- Eee..? - Tak, nigdy nie grzeszyłam inteligencją ^.^
- No natura, natura chakry - Rudy spojrzał na mnie jak na debilkę, ale cóż.
- Aaa.. natura chakry! Nie wiem, nigdy nie sprawdzałam - Wzruszyłam tylko ramionami. 
- Co?! -Oboje patrzyli teraz na mnie jak na debilkę, kurczę no. 
- Dobra nie ważne, Itachi na treningu to sprawdzisz, jasne? 
- Hai - Uchiha skinął głową, a Rudy zaczął szukać czegoś w biurku. Siedziałam i obserwowałam wszystko dookoła, cisza panująca między nami była dość niezręczna. 
- Gdzie to jest.. no gdzie - Lider zaczął gadać sam do siebie? Może jest chory?! - A mam Cię! Kanashii..
- Tak? - Spojrzałam pytająco w jego stronę, a na jego okolczykowanej gębie pojawił się głupi uśmiech. O Boże on chce mnie zabić?! o.O
- Witaj w organizacji - Na przeciwko mnie położył naszyjnik z zawieszką w kształcie czerwonej chmurki, takiej jak wszyscy mieli na płaszczach - Pierścienie nam się skończyły, a płaszcz czeka już na Ciebie w pokoju. Oboje idźcie na kolacje, a później Itachi masz zrobić coś z tym ramieniem - Oboje przytaknęliśmy i ruszyliśmy w stronę kuchni. 
  Muszę się pochwalić że znam już drogę z pokoju do kuchni na pamięć ^.^
Otworzyłam drzwi do kuchni po czym z wielkim bananem na twarzy usiadłam na jednym z krzeseł. Itachi zajął miejsce tuż obok mnie, a wszyscy którzy byli w pomieszczeniu uważnie nas obserwowali. Za ściany wyszedł Kisame z dwoma talerzami na ktorych były kanapki, rybcia postawił je przed nami po czym sam zajął miejsce na przeciwko mnie 
- Dzięki - Uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść kanapki. 
- Jak rozmowa z Liderem? - Wyszczeżyłam się jeszcze bardziej po czym pokazałam mu naszyjnik, który teraz był na mojej szyi. 
- No to witam nowego członka naszej organizacji! - Kisame wstał z miejsca po czym złapał mnie i zaczął podrzucać w górę, reszta natomiast zaczęła mi gratulować. Może jednak będzie mi tu dobrze. Zobaczy się później, teraz trzeba się cieszyć tym co jest! 

 Na dworze było już ciemno, dość długo siedziałam w kuchni. Pewnie siedziałabym jeszcze dłużej gdyby nie to że po tej całej walce byłam strasznie zmęczona, a musiałam jeszcze opatrzeć kilka ran. 
Z mojej torby wyjęłam pudełeczko z maściami i bandażami, zawsze nosiłam przy sobie małą apteczkę. Znalazłam to czego szukałam - tubkę z zieloną maścią.
Posmarowałam nią wszystkie małe zadrapania i siniaki na ciele, odłożyłam maść z powrotem do pojemnika. 
Kiedy wyszłam z łazienki zobaczyłam Itachi'ego w samych spodniach, siedział na łóżku i próbował obwiązać bandażem swoje ramię. 
- Może Ci pomóc? Uchiha spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział. Uklękłam na przeciwko niego i zaczęłam oglądać jego ramię, rana była dość głęboka więc nie wystarczyło, by ją tylko zawiązać.
- Uważaj może trochę piec - Przyłożyłam rękę do rany po czym skupiłam w niej całą chakre jaka i została, chłopak syknął cicho, ale nic nie mówił. Chwilę później rana była prawie cała zagojona, a ja pobiegłam po moją maść i kilka bandaży. Posmarowałam wszystkie rany chłopaka, po czym zawiązałam jego ramię i rozciętą dłoń.
- Jesteś medic- ninga? - Kiedy wszystko zrobiłam usiadłam obok niego. 
- Kiedyś się uczyłam, ale jakoś mnie to nie kręciło. Okazało się to jednak przydatne - Iatchi patrzył pustym wzrokiem na księżyc za oknem, również przeniosłam tam swoje spojrzenie.
- Powinnaś iść spać, musisz być zmęczona - Spojrzałam na niego, jego osoba bardzo mnie intrygowała, ale jeszcze bardziej współczułam mu jego życia. 
- Pójdę spać, ale najpierw przejdę się jeszcze do kuchni - Chłopak dalej obserwował księżyc, jego kamienna twarz nie wyrażała nic, a oczy były zamglone. Wstałam z łóżka i kiedy miałam otworzyć odwróciłam się na moment.
- Przynieść Ci coś z kuchni? - Pokiwał przecząco głową. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz