czwartek, 26 września 2013

Rozdział IV

Rozdział IV


 Równo w południe razem z Itachim byliśmy na ogromnym polu treningowym, Itachi mówił że teren za organizacją jest nie do  wykrycia. Ten kto zakładał pieczęć i barierę musiał mieć wielką moc, zakładam że był to nasz kochany Liderek ^.^
Pein nie kazał nam na siebie długo czekać, jak zawsze pojawił się w kłębie białego dymu. Lider patrzył na zmianę to na mnie to na Uchihe, po chwili ciszy zaczął swoja przemowę.
- Walczycie do póki któreś nie zrani drugiego. Poruszacie się tylko po tej polanie co do techniki i broni nie macie ograniczenia i tylko ja mogę przerwać walkę, jasne? - Oboje skinęliśmy głowami, Pei również przytaknął i oznajmił że rozpoczynamy walkę po czym zniknął w kłębie dymu. Spojrzałam w stronę wejścia do organizacji, stali tam wszyscy członkowie organizacji na czele z Liderem, był nawet ten blondyn którego nazwałam dziewczyną. Nie mogę zwracać na nich uwagi, będą mnie tylko rozpraszać. Przełknęłam głośno ślinę.  Spojrzałam w oczy bruneta.
- Zaczynamy? - Dźwięk jego głosu trochę mnie otrzeźwił. Skinęłam głową z szatańskim uśmiechem. Itachi w mgnieniu oka zniknął z pola widzenia. Cholera szybki jest, a to źle! Chce się bawić w chowanego? Niech będzie!
 Stanęłam na środku polany, przymknęłam powieki. Przez polane przeszedł powiew wiatru, który przyjemnie bawił się końcówkami moich włosów. Mam go!
W tempie błyskawicy odwróciłam się i wyjęłam z kabury kunai, tak jak się spodziewałam w moim kierunku leciało kilka noży. Odbiłam wszystkie.  Zapach Itachiego przemieszczał się, ale nic mu to nie da, w chwili kiedy pierwszy raz go wyczułam nie zgubię jego tropu. To jedna ze zdolności mojego klanu.
Odwróciłam się w stronę zachodu, bo tam teraz powinien być Uchiha. Moje informacje potwierdził fakt że od wschodu pojawił się za mną drugi Itachi. Uśmiechnęłam się przebiegle. Myśli że nabiorę się na jego klona?! Nie czekałam długo, klon od razu mnie zaatakował.
Sprawdzał mnie na taijutsu? Z kostek na prawej i lewej dłoni wysunęły mi się na 25 cm stalowe pazury, słyszałam ciche szepty od strony naszej widowni.
Czy to że z dłoni wysuwają Ci się metalowe pazury jest aż tak dziwne?!
Wyrzuciłam wszystkie myśli z głowy i skupiłam się na kolejnym ataku Itachi'ego. Chciał mnie kopnąć, ale za pomocą pazurów przecięłam skórę na jego nodze. Klon zamienił się w stado kruków. Cały czas byłam w jego genjutsu!? Jak?! Kiedy zdążył to zrobić?!
Polana na której stała zmieniła się, trawa i niebo był krwisto czerwone, a drzewa i słońce czarne.
- Kurwa niech go szlak! - Słyszałam że klan Uchiha specjalizował się w ognistych technikach i za pomocą sharingana był prawie nie pokonany. Słyszałam że dwa lata temu jeden z członków wymordował cały swój klan, zostawił tylko młodszego brata. Itachi to on ich wtedy zabił! To on był dumom i chlubą klanu Uchiha! Zdrajcą...
- Widzę że szybko poznałaś podstęp, ale to nie zmienia faktu że i tak dałaś się złapać - Przede mną pojawiła się postać Itachi'ego z kataną w ręku, z  pod ziemi wyłonił się krzyż do którego zostałam przywiązana. Uśmiechnęłam się szatańsko, a brunet uniósł do góry  jedną brew. Wyglądał śmiesznie. Zaśmiałam się głośno, ale chłopak to zignorował i zrobił krok w moją stronę. Czy on uważa że ja jestem taka słaba?
Itachi stanął przede mną jak kat, ja natomiast nie przestawałam się śmiać.
- Nie radzę Ci - Znów spojrzał na mnie pytająco, ale ja tylko wzruszyłam ramionami na miarę możliwości.
- Zobaczymy - Chłopak zamachnął się nade mną. Przymknęłam oczy i cicho szepnęłam.
- Chikushogan - Mówiłam że będzie żałował. Kiedy odtworzyłam oczy role odwróciły się. Itachi wił się z bólu na krzyżu, a ja wbijałam katanę w jego ramię.
Technika została anulowana. Znów byłam na polu treningowym, brunet stał przede mną i trzymał się za przebite ramię. Spojrzałam na Lidera, ale on ruchem ręki kazał nam kontynuować walkę. Szybko odskoczyłam do tyłu rzucając w locie kilka kunai z wybuchającymi karteczkami, chłopak uniknął wszystkich, ale znajdował się w chmurze gęstego dymu. To moja szansa!
Wyskoczyłam w powietrze i rzuciłam w dym zatrute najlżejszą jaką umiałam zrobić truciznę, chiche przekleństwo oznaczało że brunet jednak dostał.
Bezszelestnie wylądowałam na ziemi, podparłam się na rekach i kolanie, rozejrzałam się dookoła, nic nie widziałam- dym nadal się utrzymywał.
Musiałam polegać na słuchu i węchu, nie czekałam długo, bo zostałam zaatakowana przez kolejnego klona Uchihy. Szybki unik i wbicie pazurów w jego ciało i tak kilka razy z kolejnymi klonami.
Kiedy dym w końcu opadł otworzyłam oczy. Oczywiście zmieniły swój kolor na liliowy, były trochę podobne do oczu Hidana. Rozejrzałam się dookoła. Itachi pojawił się za mną trzymając w ręku kunai. Trzeba było przyznać że wyglądał na nieźle obitego, na całym ciele miał drobne rany i rozcięcia, ale najgorsza była rana na ramieniu. Ja też już prawie nie miałam siły, moje ciało było w siniakach i zadrapaniach. Muszę się pośpieszyć jeśli chce z nim wygrać!
Słońce niedługo powinno zachodzić, ta walka strasznie długo trwa.
Spojrzałam na bruneta, widać że ma sporo energii i chakry. Nie chciała tego robić, ale cóż.
- Shoton: Shuriken Ranbu - Wyskoczyłam w powietrze wykonując kilka pieczęci, przede mną pojawiło się sporo shurikenów z kryształu. Szybko machnęłam ręką w stronę chłopaka, wszystkie shurikeny poleciały w jego stronę. Itachi uniknął prawie wszystkich, odskoczył dość szybko w bok. To moja ostatnia szansa, mam chakry na ostatni atak. Ręce same ułożyły się w pieczęcie.
- Shoton: Omiwatari no Jutsu! - Mój głos był donośny, szybko kucnęłam podpierając się na rękach o ziemie. Z ziemi wydobyły się jasno różowe, duże, ostre kryształy, które mknęły w stronę Itachi'ego. Przekleństwo z ust bruneta świadczyło o tym że nie zdążył uciec, tak jak myślałam rozcięło mu rękę. Anulowałam technikę.
 Ciężko usiadłam na ziemi i mocno oddychałam. Na środku polany pojawił się Pein, spojrzałam na niego. Obok Lidera pojawił się Uchiha, oboje spojrzeli na mnie później po sobie.
- Wiec? - Chciałam ich trochę zachęcić do rozmowy, ale oni znów to na mnie, to na siebie. No kurcze!
- Będziemy musieli porozmawiać o tym czemu masz element kryształu te eee.. - Rudy chyba szukał słowa, bo nie mógł się wysłowić.
- Pazury? - Grzecznie mu podsunęłam.
- Co? A tak! Właśnie te pazury i przede wszystkim o twoich niezwykłych oczach - Pokiwała twierdząco głową.
- To znaczy że zostaje tutaj? - Zapytałam niepewnie, bałam się reakcji na to pytanie tej rudej marchewy.
- Głupia! Kto powiedział że tu nie zostajesz? Jesteś jedną z nielicznych osób która zraniła Uchihe podczas walki , macie oboje przyjść do mnie za pół godziny - Wymieniłam szybkie spojrzenie z Itachi'm  i wzruszyłam ramionami, ale Lidera nie było już na polanie.
 Spróbowałam wstać z ziemi, nie obyło by się oczywiście bez zawrotu głowy. Dziwne, bo nie przewróciłam się. Otworzyłam oczy żeby zobaczyć co się dzieje. Nade mną pochylał się Itachi, jego ręce obejmowały mnie w tali. Zawstydziłam się trochę, ale wiedziałam że gdyby nie on znów by upadła.
- Nic Ci nie jest? - Jego zimny głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Nie! Nic tylko.. - Spojrzałam na niego zakłopotana, ale ona stał z tą kamienną miną.
- Nie ma sprawy popracujemy nad tym - Miałam dziwne wrażenie że kąciki jego ust delikatnie drgnęły, ale to chyba zwykłe złudzenie.
- Jesteś w stanie sama stać?
- Tak, chyba tak... - Puścił mnie, a ja stanęłam samodzielnie. Nie trwało to długo, bo po jednym kroku znów zakręciło mi się w głowie. Uchiha ma na szczęście dobry refleks.
- Chyba nie będziesz w stanie dojść do Lidera - Westchnęłam ciężko przymykając oczy, poczułam jak moje ciało odrywa się od ziemi. Odruchowo złapałam się czegoś co jak się okazało było lekko podartym płaszczem Uchihy. Spojrzałam na niego gdy usłyszałam jego ciche syknięcie, momentalnie przeniosłam wzrok na jego przebite ramie. Rana nie była głęboka, ale było dużo krwi.
- Gomen - Jego wzrok też utkwił w ramieniu, chłopak natomiast zignorował moje słowa i ruszył w stronę organizacji. Nasza mała publika musiała teleportować się z Liderem, bo nigdzie ich nie widziałam

wtorek, 3 września 2013

Rozdział III

Rozdział III


 Obudziłam się kilka godzin później. Muszę przyznać że łóżko Itachi'ego jest strasznie wygodne. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy ręką, kiedy miałam dość osty obraz rozejrzałam się po pokoju. Itachi'ego nigdzie nie było, ale zauważyłam na biurku kilka rzeczy i małą kartkę. Leniwie wstałam z łóżka i podeszłam do biurka podnosząc kartkę.

            "Tu masz te rzeczy od Konan, powinny być dobre. Idź do łazienki i się przygotuj, przyjdę                               po Ciebie o 8.50, nie wychodź z pokoju beze mnie pod żadnym pozorem."


Odłożyłam kartkę z powrotem na biurko i zaczęłam oglądać ubrania. Spodobała mi się fioletowa bokserka i czarne krótkie spodenki od razu zabrałam ubrania do łazienki i po wcześniejszym prysznicu ubrałam się w nie. Były na mnie idealne. Wyszłam z łazienki i założyłam swoje czarne trampki do kolan oraz czarne rękawiczki bez palców. Włosy uczesałam i po długim namyśle zostawiłam rozpuszczone z lekko opadającą grzywką na lewe oko. Ku mojemu zdziwieniu na biurku był błyszczyk i tusz do rzęs. Zrobiłam sobie odpowiedni makijaż po czym usiadłam na fotelu i przeglądałam książki bruneta. Chyba lubił czytać, bo było ich tam sporo. 
 Równo o umówionej godzinie Itachi otworzył drzwi i oznajmił że idziemy na śniadanie, posłusznie wstałam i ruszyłam za nim korytarzem. Teraz był całkowicie oświetlony i to nie przez pochodnie. Korytarzem szliśmy tylko we dwoje, po za nami świecił pustkami. Uważnie rozglądałam się dookoła chcąc zapamiętać drogę z mojego obecnego pokoju do kuchni. 
Itachi zatrzymał się nagle, a ja uderzyłam nosem w jego plecy. Zganił mnie spojrzeniem, złapałam się za bolący nos patrząc na niego z wyrzutem. Mężczyzna bez słowa otworzył drzwi, a ja poczłapałam za nim do środka. 
 To co zobaczyłam przerosło moją wyobraźnię. Mordercy, najgorsi mordercy biegali dookoła stołu krzycząc na siebie wzajemnie. Kilku siedziało na krzesłach, a jeszcze jeden gość w pomarańczowej masce biegał machając łapami i krzycząc " Tobi is a good boy! Hidan-sempai zabije Deidare-sampai, Pomocy!". Moja mina musiała być bezcenna, ale coś we mnie pękło gdy do pomieszczenia weszła dwu metrowa, niebieska ryba ubrana w różowy fartuszek w krówki niosąca jajecznice do stołu. Wybuchnęłam nie pohamowanym śmiechem co zwróciło uwagę wszystkich po za Itachim na mnie. Przerwali swoje zajęcia i patrzyli co chwila na mnie, zaraz na Uchihe, a później po sobie nawzajem. Jeśli to ma być ta elita zabójców,których każdy się boi to powodzenia. Ledwo co stałam o własnych siłach, śmiech ogarnął całe moje ciało.
-Z czego się śmiejesz, un? - Na dźwięk jednego z nich lekko oprzytomniałam, ale dalej trzymałam się za brzuch. Spojrzałam skąd dochodzi ten głos. Po drugiej stronie pokoju stała jakaś dziewczyna. Miała długie blond włosy związane u góry w kitkę i ładne błękitne oczy.
- Z was.. haha..koleżanko - Jej mina zrobiła się dziwna po czym przybrała czerwonego koloru. Zaczęłam się jeszcze głośniej śmiać.
- Jestem chłopakiem, un!!! -Głos rozniósł się po całym pomieszczeniu. O boże, a jednak to chłopak! Zaczęłam się jeszcze głośniej śmiać, ale tym razem nie sama. Cały pokój rozniósł się śmiechem obecnych no może po za Itachim i tego blondyna. Widać że nie bardzo spodobało mu się że nazwałam go dziewczyną, bo coraz mocniej zaciskał pięści.
W jednej chwili pojawił się przede mną, jego pięść prawie by się zatrzymała na mojej twarzy, na moje szczęście przewidziałam to. Zniknęłam w kłębie dymu. Pojawiłam się za nim po czym jeszcze zdezorientowanemu chłopakowi wygięłam prawą rękę i kolanem przycisnęłam do ściany tym samym obezwładniając go.Jakaś blondynka będzie myślała że jest lepsza? O, nie! Na widok tej sceny wszyscy zamilkli, obserwując mnie. Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramiona, kontem oka zauważyłam zimne spojrzenie karych oczu. 
- Kanashii zostaw go - Na dźwięk głosu bruneta skrzywiłam się, ale nie puściłam blondyna, a jeszcze mocnej przybiłam go do ściany. 
- Nie - Mój głos był tak samo zimny i oschły. Poczółam jak jego dłonie mocniej zaciskają się na moich ramionach, westchnęłam głośno po czym puściłam chłopaka i zrobiłam krok w tył. Itachi dalej mnie trzymał, spojrzałam na blondyna, ale on odwrócił się i wyszedł bez słowa trzaskając drzwiami. Prychnęłam lekceważąco po czym ruszyłam z Itachim, który ciągnął mnie w stronę stołu. Usiadłam na krześle obok Itachi'ego, po chwili ciszy po sali rozeszły się szepty innych. Szybko się jednak rozeszły bo po chwili w kłębie szarego dymu na środku jadalni pojawił się Pein. 
- Co tak głośno było? - Jego wzrok wodził po wszystkich zebranych nikt natomiast nie odezwał się słowem.
- Ta nowa dziewczyna nazwała Deidare-sempai dziewczyną i Deidara-sempai się zdenerwował, a ona przybiła Deidare-sempai do ściany. Itachi-sempai zabrał ją od Deidary-sempai, a Deidara-sempai odwrócił się i wyszedł a wtedy Lider się pojawił i zapytał się...
- Wystarczy Tobi, dalej wiem - Ten dziwny typ w pomarańczowej masce był chyba niedorozwinięty. Wydał mnie Liderowi, a teraz bujał się zadowolony na krześle.
- Dzięki.. - Syknęłam do kolesia w masce, a ten uciekł coś krzycząc.  Spojrzałam na resztę, a później na drzwi za którymi zniknął. Poczułam na sobie wzrok Lidera, zaklęłam cicho pod nosem i z głupim uśmiechem odwróciłam się w jego stronę.
- Kanashii... Jesteś tu niecały dzień, a zdążyłaś mnie wyprowadzić z równowagi i pobić się z jednym z członków..
- Ale..
- Żadnych ale! Ja teraz mówię, a Ty słuchasz! - Rudy darł gębę jak opętany.
- Dobrze
- Nie przerywaj mi! Wracając do rzeczy.. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą to nowy członek naszej organizacji. Kanashii. Jeśli się dowiem że włos jej z głowy spadł, zabije. Jej opiekunem i trenerem będzie Itachi, na razie jest z nim i Kisame w drużynie - Jego wzrok wodził między członkami organizacji, ale najczęściej zatrzymywał się na mnie. A ja przecież teraz nic nie zrobiłam! - Twój pokój nie jest jeszcze gotowy więc na razie śpisz u Itachi'ego. Jak Konan wróci z misji pójdziecie na zakupy, bo pewnie chcesz sobie coś kupić, Kakuzu da Ci pieniądze. Jeszcze jedno za trzy godziny widzę Ciebie i Itachi'ego na polu treningowym, chce zobaczyć co umiesz..- Po tych słowach zniknął, a po pomieszczeniu znów rozniosły się głosy. Spojrzałam na Itachi'ego, ale on niczym nie wzruszony nakładał sobie jajecznicy. Niepewnie rozejrzałam się po pomieszczeniu, wszyscy siedzieli i jedli. Nie maiłam na nic ochoty więc siedziałam wpatrzona na obraz na ścianie z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos.
- No to.. Kanashii czemu nic nie jesz?  - Okazała się to być ta przerośnięta ryba, spojrzałam na niego, udzielił mi się jego przyjazny uśmiech. Wszyscy milczeli, chyba byli ciekawi czemu nie jem.
- Nie jestem głodna - Uśmiechnęłam się w jego stronę.
- A powinnaś, przypominam Ci że za niecałe trzy godziny trening, powinnaś mieć trochę energii - Itachi siedział obok mnie, czułam się jakby był moją matką -.-'
- Moje ciało szybko się regeneruje - Ucięłam rozmowę z brunetem, odwróciłam się w stronę rybki i wyszczerzyłam się jak tylko umiałam, rybka też pokazał swoje ząbki. Przypominał teraz bardziej rekina niż rybkę, ale co tam.
- Eee, a tak w ogóle ja się nazywacie? - Wszyscy spojrzeli się na mnie przerywając jedzenie.
- Lidera już poznałaś, ten którego nazwałaś "koleżanką" nazywa się Deidara, ten w pomarańczowej masce to Tobi, ja jestem Kisame, Itachi'ego znasz, dalej jest Kakuzu, Hidan, jest jeszcze Konan, ale jej często nie ma i nie jada z nami oraz Danna - Rybcia wyszczerzył się przyjaźnie.
- Zapomniałeś o kimś - Z drugiej strony stołu odezwał się szaro włosy chłopak o dość dziwnym kolorze oczu. To był ten którego widziałam w nocy.
- O kim? - Rybcia rozejrzał się po sali.
- Zetsu - Fiołkowe oczy Hidana wpatrywały się we mnie bezczelnie, odwróciłam się szybko w stronę Kisame unikając kontaktu wzrokowego.
- A tak! Jest jeszcze Zetsu, wygląda jak wielka muchołówka, podzielona na dwie części złą i jeszcze gorszą. Jest naszym szpiegiem, ale do niego nie podchodź, bo ma rozdwojenie jaźni i jest kanibalem - Przełknęłam głośno ślinę. Boże gdzie ja trafiłam!? Tu są sami dziwacy!
- Kisame nie wiesz kiedy mój pokój będzie gotowy? - Nie to że mam coś do Uchihy, ale byłabym bezpieczniejsza sama w pokoju. Rybowaty błądził wzrokiem po suficie wyglądajac jakby myślał.
- Pewnie jak wróci Sasori - Kisame uśmiechnął się do mnie, ja natomiast czułam jak zaczynam drżeć. Jak?! Skąd?! Dlaczego on?1
- Sasori, Sasori Akassuna z Czerwonego Pisku? On tu jest? - Chciałam żeby mój głos był naturalny, ale nie wyszło, bo Itachi i Kisame spojrzeli na mnie dziwnie.
- Tak. Znasz go? - Spojrzałam na nich niepewnie.
- Tak, poznałam go jak byłam mała..- Chłopaki wymienili spojrzenia, ale zauważyli że nie mam ochoty rozmawiać na temat przeszłości.
 Reszta śniadania minęła a spokojnie, pogadałam trochę z Kisame i Kakuzu. On chce mnie sprzedać na organy ! o.O
Unikałam spojrzeń Hidana, co było trudne, bo cały czas się na mnie gapił.
Razem z Itachi'm wróciłam do pokoju przygotować się do treningu, zostało nam niecałe dwie godziny. Zastanawia mnie czy sobie poradzę, oby, bo inaczej - zabiją mnie.