Rozdział IV
Równo w południe razem z Itachim byliśmy na ogromnym polu treningowym, Itachi mówił że teren za organizacją jest nie do wykrycia. Ten kto zakładał pieczęć i barierę musiał mieć wielką moc, zakładam że był to nasz kochany Liderek ^.^
Pein nie kazał nam na siebie długo czekać, jak zawsze pojawił się w kłębie białego dymu. Lider patrzył na zmianę to na mnie to na Uchihe, po chwili ciszy zaczął swoja przemowę.
- Walczycie do póki któreś nie zrani drugiego. Poruszacie się tylko po tej polanie co do techniki i broni nie macie ograniczenia i tylko ja mogę przerwać walkę, jasne? - Oboje skinęliśmy głowami, Pei również przytaknął i oznajmił że rozpoczynamy walkę po czym zniknął w kłębie dymu. Spojrzałam w stronę wejścia do organizacji, stali tam wszyscy członkowie organizacji na czele z Liderem, był nawet ten blondyn którego nazwałam dziewczyną. Nie mogę zwracać na nich uwagi, będą mnie tylko rozpraszać. Przełknęłam głośno ślinę. Spojrzałam w oczy bruneta.
- Zaczynamy? - Dźwięk jego głosu trochę mnie otrzeźwił. Skinęłam głową z szatańskim uśmiechem. Itachi w mgnieniu oka zniknął z pola widzenia. Cholera szybki jest, a to źle! Chce się bawić w chowanego? Niech będzie!
Stanęłam na środku polany, przymknęłam powieki. Przez polane przeszedł powiew wiatru, który przyjemnie bawił się końcówkami moich włosów. Mam go!
W tempie błyskawicy odwróciłam się i wyjęłam z kabury kunai, tak jak się spodziewałam w moim kierunku leciało kilka noży. Odbiłam wszystkie. Zapach Itachiego przemieszczał się, ale nic mu to nie da, w chwili kiedy pierwszy raz go wyczułam nie zgubię jego tropu. To jedna ze zdolności mojego klanu.
Odwróciłam się w stronę zachodu, bo tam teraz powinien być Uchiha. Moje informacje potwierdził fakt że od wschodu pojawił się za mną drugi Itachi. Uśmiechnęłam się przebiegle. Myśli że nabiorę się na jego klona?! Nie czekałam długo, klon od razu mnie zaatakował.
Sprawdzał mnie na taijutsu? Z kostek na prawej i lewej dłoni wysunęły mi się na 25 cm stalowe pazury, słyszałam ciche szepty od strony naszej widowni.
Czy to że z dłoni wysuwają Ci się metalowe pazury jest aż tak dziwne?!
Wyrzuciłam wszystkie myśli z głowy i skupiłam się na kolejnym ataku Itachi'ego. Chciał mnie kopnąć, ale za pomocą pazurów przecięłam skórę na jego nodze. Klon zamienił się w stado kruków. Cały czas byłam w jego genjutsu!? Jak?! Kiedy zdążył to zrobić?!
Polana na której stała zmieniła się, trawa i niebo był krwisto czerwone, a drzewa i słońce czarne.
- Kurwa niech go szlak! - Słyszałam że klan Uchiha specjalizował się w ognistych technikach i za pomocą sharingana był prawie nie pokonany. Słyszałam że dwa lata temu jeden z członków wymordował cały swój klan, zostawił tylko młodszego brata. Itachi to on ich wtedy zabił! To on był dumom i chlubą klanu Uchiha! Zdrajcą...
- Widzę że szybko poznałaś podstęp, ale to nie zmienia faktu że i tak dałaś się złapać - Przede mną pojawiła się postać Itachi'ego z kataną w ręku, z pod ziemi wyłonił się krzyż do którego zostałam przywiązana. Uśmiechnęłam się szatańsko, a brunet uniósł do góry jedną brew. Wyglądał śmiesznie. Zaśmiałam się głośno, ale chłopak to zignorował i zrobił krok w moją stronę. Czy on uważa że ja jestem taka słaba?
Itachi stanął przede mną jak kat, ja natomiast nie przestawałam się śmiać.
- Nie radzę Ci - Znów spojrzał na mnie pytająco, ale ja tylko wzruszyłam ramionami na miarę możliwości.
- Zobaczymy - Chłopak zamachnął się nade mną. Przymknęłam oczy i cicho szepnęłam.
- Chikushogan - Mówiłam że będzie żałował. Kiedy odtworzyłam oczy role odwróciły się. Itachi wił się z bólu na krzyżu, a ja wbijałam katanę w jego ramię.
Technika została anulowana. Znów byłam na polu treningowym, brunet stał przede mną i trzymał się za przebite ramię. Spojrzałam na Lidera, ale on ruchem ręki kazał nam kontynuować walkę. Szybko odskoczyłam do tyłu rzucając w locie kilka kunai z wybuchającymi karteczkami, chłopak uniknął wszystkich, ale znajdował się w chmurze gęstego dymu. To moja szansa!
Wyskoczyłam w powietrze i rzuciłam w dym zatrute najlżejszą jaką umiałam zrobić truciznę, chiche przekleństwo oznaczało że brunet jednak dostał.
Bezszelestnie wylądowałam na ziemi, podparłam się na rekach i kolanie, rozejrzałam się dookoła, nic nie widziałam- dym nadal się utrzymywał.
Musiałam polegać na słuchu i węchu, nie czekałam długo, bo zostałam zaatakowana przez kolejnego klona Uchihy. Szybki unik i wbicie pazurów w jego ciało i tak kilka razy z kolejnymi klonami.
Kiedy dym w końcu opadł otworzyłam oczy. Oczywiście zmieniły swój kolor na liliowy, były trochę podobne do oczu Hidana. Rozejrzałam się dookoła. Itachi pojawił się za mną trzymając w ręku kunai. Trzeba było przyznać że wyglądał na nieźle obitego, na całym ciele miał drobne rany i rozcięcia, ale najgorsza była rana na ramieniu. Ja też już prawie nie miałam siły, moje ciało było w siniakach i zadrapaniach. Muszę się pośpieszyć jeśli chce z nim wygrać!
Słońce niedługo powinno zachodzić, ta walka strasznie długo trwa.
Spojrzałam na bruneta, widać że ma sporo energii i chakry. Nie chciała tego robić, ale cóż.
- Shoton: Shuriken Ranbu - Wyskoczyłam w powietrze wykonując kilka pieczęci, przede mną pojawiło się sporo shurikenów z kryształu. Szybko machnęłam ręką w stronę chłopaka, wszystkie shurikeny poleciały w jego stronę. Itachi uniknął prawie wszystkich, odskoczył dość szybko w bok. To moja ostatnia szansa, mam chakry na ostatni atak. Ręce same ułożyły się w pieczęcie.
- Shoton: Omiwatari no Jutsu! - Mój głos był donośny, szybko kucnęłam podpierając się na rękach o ziemie. Z ziemi wydobyły się jasno różowe, duże, ostre kryształy, które mknęły w stronę Itachi'ego. Przekleństwo z ust bruneta świadczyło o tym że nie zdążył uciec, tak jak myślałam rozcięło mu rękę. Anulowałam technikę.
Ciężko usiadłam na ziemi i mocno oddychałam. Na środku polany pojawił się Pein, spojrzałam na niego. Obok Lidera pojawił się Uchiha, oboje spojrzeli na mnie później po sobie.
- Wiec? - Chciałam ich trochę zachęcić do rozmowy, ale oni znów to na mnie, to na siebie. No kurcze!
- Będziemy musieli porozmawiać o tym czemu masz element kryształu te eee.. - Rudy chyba szukał słowa, bo nie mógł się wysłowić.
- Pazury? - Grzecznie mu podsunęłam.
- Co? A tak! Właśnie te pazury i przede wszystkim o twoich niezwykłych oczach - Pokiwała twierdząco głową.
- To znaczy że zostaje tutaj? - Zapytałam niepewnie, bałam się reakcji na to pytanie tej rudej marchewy.
- Głupia! Kto powiedział że tu nie zostajesz? Jesteś jedną z nielicznych osób która zraniła Uchihe podczas walki , macie oboje przyjść do mnie za pół godziny - Wymieniłam szybkie spojrzenie z Itachi'm i wzruszyłam ramionami, ale Lidera nie było już na polanie.
Spróbowałam wstać z ziemi, nie obyło by się oczywiście bez zawrotu głowy. Dziwne, bo nie przewróciłam się. Otworzyłam oczy żeby zobaczyć co się dzieje. Nade mną pochylał się Itachi, jego ręce obejmowały mnie w tali. Zawstydziłam się trochę, ale wiedziałam że gdyby nie on znów by upadła.
- Nic Ci nie jest? - Jego zimny głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Nie! Nic tylko.. - Spojrzałam na niego zakłopotana, ale ona stał z tą kamienną miną.
- Nie ma sprawy popracujemy nad tym - Miałam dziwne wrażenie że kąciki jego ust delikatnie drgnęły, ale to chyba zwykłe złudzenie.
- Jesteś w stanie sama stać?
- Tak, chyba tak... - Puścił mnie, a ja stanęłam samodzielnie. Nie trwało to długo, bo po jednym kroku znów zakręciło mi się w głowie. Uchiha ma na szczęście dobry refleks.
- Chyba nie będziesz w stanie dojść do Lidera - Westchnęłam ciężko przymykając oczy, poczułam jak moje ciało odrywa się od ziemi. Odruchowo złapałam się czegoś co jak się okazało było lekko podartym płaszczem Uchihy. Spojrzałam na niego gdy usłyszałam jego ciche syknięcie, momentalnie przeniosłam wzrok na jego przebite ramie. Rana nie była głęboka, ale było dużo krwi.
- Gomen - Jego wzrok też utkwił w ramieniu, chłopak natomiast zignorował moje słowa i ruszył w stronę organizacji. Nasza mała publika musiała teleportować się z Liderem, bo nigdzie ich nie widziałam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz